| dziś. | 2010-03-20 | 21:09:04 |
skomentuj | (0)
| 2010-03-19 | 14:22:06 |
Leje mi się parafina z truskawkowej świeczółki. Dzisiaj już z 6 raz. Doszukuję się znaków w jej formach. Ludzkich twarzy, przedmiotów, zdarzeń. Wszystko sobie tłumaczę. Jak zwykle... Wkurwia mnie już to.. Że tylko w tym świecie, którym żyję w środku jest naprawdę dobrze. A tu - rzeczywistość. Bardzo, bardzo zła. Nie mam papierosa. Wczoraj wracając do domu spaliłam wszystkie.. Brakuje zajęcia płucom. Byłam wczoraj pierwszy raz od 2 miesięcy na mieście u chłopaków. Nic się nie zmieniło. Kolejne rozmowy o życiu. Ci sami ludzie, te same problemy, to samo siemasz na powitanie, te same miejsca. I to samo pytanie, czemu mnie tak dawno nie widzieli. To jest jedyne miejsce w moim życiu, gdzie nic się nie zmienia. Nigdy.
Dzisiaj idę z nią porozmwiać. Ale tak szczeże. Jak tysiąc let temu, gdy miałyśmy wspólne troski i problemy i razem je próbowałyśmy zapić. Kiedyś tak było, dzisiaj już nie pamiętam jak to jest rozmawiać z nią o życiu. Kiedyś była całym moim światem, wspólne spacery, wspólne kieliszki, przeżycia, melanże, koledzy, miłości. A dzisiaj ? Jej świat to ta szkoła, ta nauka i on, który całkowicie zastąpił jej mnie. Moje ? Picie, dym i chłopaki, którzy zastąpili mi ją. Coś się dzieje. U niej. Dzisiaj mamy naprawdę pogadać. Chyba tego potrzebuje.. Nie powinnam iść i słuchać jej żalów. Wiem, że nie powinnam, bo jak ja miałam problem to miała mnie daleko, zajmując się sobą i nim. A gdy ona ma problem wystarczy telefon do mnie.. Chłopaki robią tak samo, ale u nich to działa w 2 strony, zawsze posłuchają. Ale mimo wszystko pójdę. Nie umiem tego wszystkiego wymazać z pamięci co za nami. Zresztą może w końcu posłucha jak mi jest ciążko terz żyć. Spaliłam za sobą mosty.. Kiedyś jako pierwsza pomogłaby mi je odbudować. Dzisiaj ? Pomoże mi ? Wątpię. Nie jest już tą silną, trzymającą się naszych reguł dziewczyną. Tylko ja tak tkwię. Więc znów, kolejny raz muszę załatwić swoje sprawy, i wziąść na siebie jej problemy.. Pomogę jej. Za to co było kiedyś. Za ten złosty wiek, w moim życiu, który przeżyłam dzięki niej.
Zastanawiam się co mam jutro zrobić. Jak wrócę z miasta. Czy zadzwonić do niego, czy dać mu jeszcze 1 dzień na myślenie. Dobrze zrobiłam. Tydzień minął. Emocje opadły. Zapomniał. Ja w sumie też. Jestem dobrej myśli. Mam przeczucie, że jutro odbierze i mimo, że będzie zły zabierze mnie ze sobą na melanż. To byłoby załatwienie milionów moich złych myśli. Rozluźniłabym się, po tym cholernym tygodniu, nabrała sił na koleny, dała jej trochę tej magicznej atmoswery, która ja pałam się wódką z nimi, i zakopała dół między nami. Wiem, w jaki sposób. Nie powinnam, ale chyba tak będzie dobrze. A jak nie to w sumie i tak nie mam nic do stracenia. O ile jeszcze to co jest tak daleko moggę odzyskać...
Mam nadzieję, że się, uda. Musi się udać!
Musi...
skomentuj | (1)
| 2010-03-16 | 21:09:35 |
Miałam taką małą, wielką nadzieje, że to Ty. Że właśnie Ty dzwonisz zapytać czy wyjdę na piwko. Tak zaczęło szybciej wszystko chodzić. Serduszko bić. Mogłam łapać już za płaszcz. Wybiec z tąd. Włożyć papierosa do ust. Iść przez nasze miasto lansując się sobą. A Ty znów zatrzymałbyś się pokazując kolegom jaką masz koleżankę... Ale nie Ty zadzwoniłeś, nie Ty zapraszałeś na piwo, nie wzięłam kurtki i nie wybiegłam z papierosem na dwór. Trochę szkoda. Pytanie czy tylko mi.
Dzisiaj Twoja była dziewczyna a moja przyjaciółka kazała mi kupić wódkę i jechać do Ciebie z przeprosinami ratując resztki naszej przyjaźni. Ironia nie. Rozmawiałam z nią dzisiaj. Tak szczeże. Tak jak to naprawdę było. I trochę się zdziwiłam. Nie wiedziałam, że między wami było aż takie uczucie. Że ona Cię tak kochała. Głupio mi tak było tego słuchać jak i ja i ona wiemy, że zdradzał ją ze mną, kiedy nawet nie wiedziałała o moim istnieniu. Ja ją znałam z internetu z opowieści jego kolegów. I jej wtedy tak nie nawidziłam. Kto by wtedy , te 2 lata temu pomyślał, że będziemy razem chodzić do klasy i tak bardzo się zaprzyjaźnimy. Napewno nie ja. Ale lubię ją. Bardzo. Mamy dużo wspólnego. Nie, nie tylko byłego chłopaka. Zastanawiam się jak z jego strony wyglądało uczucie do niej... Dzisiaj po takim czasie dowiedziałam się w końcu, sklejając z nią przesłość i fakty w całość jak to wszystko było. Poznali się gdzieś w lipcu. Ogólnie na wakacjach. No i.. 1 września poznał mnie. I zaczęła się nasza głębsza znajomość...Tak było. Pisał wielce zakochany do mnie, tak szalenie kochając ją. Śmieszne. Po jakiś 3 miesiącach dowiedziałam się o niej. I zakończyło się. Wszystko tak zamotane. Minął jakiś czas i my odnawialiśmy naszą znajomości, minął jakiś czas i wy znów rozmawialiście. Takie to jest wszystko dziwne. Wydaję mi się, że ona Cię naprawdę kochała. A my umieliśmy się tylko bawić. Jest mi dzisiaj tak dziwnie. Tak myśląc o tym wszystkim patrząc w przeszłość. Mówią, że człowiek zaczyna żyć gdy przestaje męczyć przeszłość. Ale ja mam jeszcze tyle nie zamkniętych spraw. Tyle nie dokończonych rozmów, tyle nie wytłumaczonych sobie zachowań i tyle wciąż żyjących w mojej głowie osób, mimo, że ich już dawno w moim życiu nie ma. I nawet nic po nich nie pozostało. I przedewszystkim za dużo czasu na myślenie i zastanawianie się. To się pewnie za jakiś czas zmieni, ale dzisiaj muszę jeszcze dojść do perfekcji, w swojej osobie na jaką chcę się wykreować. Jestem hedonistą, tak ? To tego nie będę zmieniała. Kiedyś wręcz przeciwnie, rozwinę to na bardzo wielkie horyzonty. Dzisiaj czekam, w ukryciu jak tygrys na swoją ofiarę. Kiedyś i Ciebie zaatakuję. Bardziej niż ostatnio i nie nie mniej boleśnie niż Ty mnie. Jak będzisz już tak słaby i bezsilny.. Niech czas płynie szybciej... Jeszcze szybciej.
Jutro ostatni dzień tygodnia jak dla mnie. Potem wolne. I dobrze, jeszcze trochę zostało mi do załatwienia w tygodniu. Muszę zkminić melanż. Ostry melanż, jak kiedyś. Zapraszając ją do towarzystwa. Sprawdzę, czy znów kłamie czy umie jeszcze bawić się ze mną jak kiedyś.. Za tych morderczych melanżów. Heh.
Już chce się tylko położyć i przestać myśleć. O wszystkim.
` Jaka kochanie Twoja cena ? `
skomentuj | (0)
| 2010-03-15 | 12:26:10 |
Ten świat jest chory. Ja już tu w ogóle nic nie rozumiem. Siedzę, się gubię w myślach. I zastanawiam jak to jest. Ja - dziewczyna o takich żelaznych zasadach i jasnych poglądach na wolne życie.. mogę w ogólę robić coś takiego i myśleć tak. Nie lubię siebie za to. Tak mi jest dziwnie. Tak chciałabym zniknąć i czekać aż ta sytuacja się wyjaśni. Nie myśleć o tym co dalej z nami będzie. Ej.. nie ma nas. Nigdy tak naprawdę nie było. Los spłatał mi niezłą lekcje życia. To ja zawsze postępowałam tak z ludźmi. A tu nagle trafiłam na taką samą osobę jak ja i ja przegrałam. Ja złamałam swoje reguły nie on. A to zawsze dla mnie łamali. A on zachował twarz i honor identycznych swoich zasad jak moje. I dla mnie dzisiaj napisali ; game over. Nie wiem co on myśli. Nie mogę tego odgadnąć ani w jego słowach ani myślach. To zawsze mnie rozgryzali.. I przez lata nie mogli. A ja z racji swojej nauki psychologicznej i swojej osobowości wiedziałam wszystko o nich. Ale przecież on jest taki samo jak ja... pisałam już. Domysły przez wzrok i czyny ale to nic nie znaczy, bo przez to wiem tyle co nic. Nie wiem co mogę, co nie. Czy powinnam zadzwonić od razu z rana w sobotę, pisać sms za sms i czy rzucić wszystko w cholerę i czekać na jego ruch. Tak zrobiłam, czekam. Nie wiem nic. Myślę tylko a to jest strasznie męczące. Nigdy nie rozmawialiśmy tak serio. Nie miał kto zacząć tej rozmowy. Z innymi - zawsze zaczynali 1. Ja nie miałam tyle odwagi by rozmawiać o uczuciach i odkrywać siebie przed innymi. Oni ciągneli za język. A tu ? Ani ja ani on nie umiemy. Nie miał kto. Zawsze gadanie o melanżach, znajomych i samochodach. Bzdety. Jestem bezsilna. Znów. Nie nawidzę tego stanu. Jak bym wiedziała co on myśli, zaczęłabym działać. A tak.. siedzę piszę te wylewane żale. A za tydzień się będę z tego śmiała siedząć z moimi na murku.. Właśnie.. dzisiaj muszę tam zajrzeć, bo wczoraj juz mi się nie chciało. Było zimno. Jest zimno. Chcę znikąć. Czekam. Zadzwoń.. proszę..
Przed nimi nigdy nie przyznam sie do porażki. Sama wiem. Złamałam się. Teraz trzeba się dowartościować. Zatańczyć.. Uwodzić. Zdradzać. Czekam na klubową sobote. Znów wracam na front, muszę. Ratować to co jeszcze mam.
Boże. Pomocy, wołam, kolejny raz.
skomentuj | (0)
| 2010-03-14 | 18:35:40 |
Może iść na spacer ? Cholerny, długi w zajebiście zimny dzień spacer ? Pomyśleć, zapomnieć, zostawić te biegające w koło mnie drwiące myśli. Powinnam siedzieć teraz tam, z nimi. Pić, śmiać się. Patrzeć na niego i kolejny raz zastanawiać się dlaczego jesteśmy tacy podobni. Dlaczego on nie może mieć 1 cechy mniej niż ja. Tej kurewskiej cechy.
Raz wydaje mi się, że ten jego wzrok ma coś w sobie. Że widzi we mnie coś więcej niż lalunie od wódki i lansu. A raz taki płytki wzrok pytający czemu nie pije. Było tak dobrze, za dobrze widocznie.`To zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. ` Może lepiej, że tak się skończyło. Najbardziej wkurwiało mnie to, że za dużo o mnie wie. Z wieloma piję, ale zawsze byłam taką tajemnicą. A z nim ? Wszystko wie. Nie nie wszystko, wie dużo ale nie większość. Domysły. Nie jest dobrze ze mną. Muszę wyzdrowieć z nas. Z naszej alkocholowej znajomości. Idę zaraz do moich chłopców na murek. Zaniedbałam ich ostro. W pogoni za szybkim życiem z nim. Zaniedbałam moich chłopców, nie widziałam ich już miesiąć. Albo i dłużej.. Ciągle nie miałam czasu. Boże... i po takim czasie sobie o nich przypomniałam... Tak nie robi ziomek.. Ja wiem, że wybaczą. Ale dziwi mnie moja postawa.
Wiesz ile bym dała, żebyś zadzwonił chociaż na moment ? Nie wiesz. Ja nie zadzwonię. Za dużo mam dumy i za mało na koncie. Ale może lepiej, że nie zadzwonisz. Muszę się leczyć. I nie wiem czy bardziej z alkoholu czy z Ciebie. Paranoja. Nigdy bym nie pomyślała, że mogę jeszcze coś takiego przeżyć z Tobą. Byłeś mój dawno, dawno temu, zresztą tak samo jak i ja byłam Twoja hehe, liuźna znajomość, wtedy gdy byliśmy razem w ogóle jakoś mi nie zależało. Byłeś, byłeś. Czasem Cię nie było, byli inni. Sam luz i spontan. Nie wierzę. Nie mogę zniszczyć tego co budowałam tyle lat. Nie jestem nią. Nie zburzę tego w chwilę odnajdując jakieś złudne i chamskie szczęście w ruinach moich ideałów. Nie. Jutro wolne. To bardzo nie dobrze. Mam cały dzień do zastanawiania się nad moim marnym bytem. Ciężko.
` I może dobrze, że los nie postawił na Nas... W tym czego szukam nie ma nic, prócz rozczarowania...`
skomentuj | (1)
| 2010-03-13 | 12:52:32 |
Moje ulubione zdjęcie.skomentuj | (1)
| 2010-03-13 | 08:41:28 |
Dlaczego to zawsze ja jestem winna wszystkiego? Dlaczego wszystkie nie powodzenia innych ludzi zawsze spadają na mnie? Dlaczego zawsze mi się w życiu nie udaje ? Dlaczego? Ja tego nie rozumiem. Gdyby ona tam była to pewnie już by dzisiaj jechali do miasta. Ale nie ja. Ja muszę zawsze coś spierdolić.
Nienawidzę tego domu właśnie przez to. Tego miejsca, tych ludzi. Tego, że muszę tu wracać. Jeszcze przez rok. Może i jestem leniwa, ale zrobię to dla siebie. Zapracuję na dom. Własny. Bez rozhisteryzowanej matki, ojca pod pantoflem i w gruncie rzeczy biednej siostry.. Którą i tak z tąd zabiorę. Już mnie o to prosi.. Gdy przed sobą ma jeszcze tyle lat. To wygram w swiom życiu. Chociaż wiem, ile przegrałam. To wygram za każdą cenę. Dla niej, dla nich, a przede wszystkim dla siebie.
Jestem strasznie zawiedziona. Zła na siebie. Może bardziej na nich. A może tak najbardziej na nią, że zawsze musi wpierdolić swoje zdanie, gdy ja właśnie układam sobię bajkę. Bajkę, która mi daje tyle szczęścia. Nie rozumie. Ona poprostu tego nie rozumie, że ja jestem inna niż ona. Nie mam takiego myślenia, przyzwyczajeń. Nie potrafi wbić sobie do tego pustego łba, że ja jestem inna. Nie będę leżała na tej cholernej kanapie, wpieralała pistacji, wydawała rozkazy mężowi i ciągle narzekała, że jest taka zmęczona... Ja pierdole jak można być takim pojebanym ? Ja jej pokarzę.. dzisiaj jestem niemalże bez silna. Patrzę na to co tu się dzieje, jak krzywdzi nas wszystkich i nie mogę nic zrobić. To jest najgorsze. Jeszcze 'chwilka', ta przysłowiowa chwilka. Potem zobaczysz, jak zapłacę za te lata męki w tym 'domu'. Mówiłaś, nie raz, że żałujesz, że mnie urodziłaś, ale potem będzisz żałowała bardziej.
Jestem wściekła. A zarazem jest mi tak cholernie przykro, że znów musiałam mu to zrobić. Że znów go tak zawiodłam. Zastanawiam się czy bardziej bolało mnie gdy wychodziłam z tego domu czy jego ? Rozrywa Ci serce, ale musisz iść, bo Twoja cholerna matka, mimo, że jesteś 2 miasta dalej, 60 km od domu, musiała wysłać Twojego tatusia, bo przez całą sobote nie byłoby mnie w domu i nie miałby kto tego pałacu kurwa poasprzątać. To jest kurwa chore. Mój biedny, zapracowany tata, który na dodatek wrócił od lekarza musiał jechać tyle km, nie wiem po co i on też nie wiedział jka się okazało. ; A kto posprząta ? Kto się zajmnie domem w sobote ? . Mnie nie będzie, musisz się w końcu uczyć być samodzielna, mnie nie będzie zawsze. ' No ja o tym marzę już od wielu lat. ' Mamusiu. '
Wracając do niego.. Nie wiem co mam Ci powiedzieć K. Kolejny raz Cię zrobiłam w h. Kolejny.. Nie liczę już który. Wykrzyczałeś w złości, że już więcej się nie spotkamy na żaden melanż.. To boli bardziej niż gdybyśmy się mieli spotykać już zawsze bez %. Strasznie mi źle z tą myślą. Zadzwonie.. Nie dzisiaj, nie jutro... ale zadzwonię. Nie odbierzesz wiem.. 1,2,3 raz.. może za 100 się uda. Chciałabym Ci pokazać jak kiedyś, że nic dla mnie nie znaczysz. Że jak kiedyś możemy spotkać się raz na pół roku i gadać jak zwykle. Ale coś pchnie mnie, żeby tak nie było. Nie wiem co. Chyba poprostu to, że się kolegujemy lepiej od dłuższego czasu.. I może poprostu będzie mi nudno bez was i bez % z wami. Tak to sobię wyttłumaczę. Bez uczuć. Poprostu będzie mi nudno. Ta.. :(
Bóg koleny raz mi pomógł. Serio. Dzisiaj moja wiara sięga nieba. Mimo wszystko. Dziękuję kolejny raz..
K. proszę.. Zadzwoń jeszcze z cudownym tekstem ; Niunia ? Gdzie jedziemy ? Pijemy ?
:( !
skomentuj | (0)
| 2010-03-08 | 22:14:07 |
Nie mam czasu na nic.
W sumie lubię takie dni. Jak są teraz. Nie siedzę, nie myślę nad swoją bezradnością i zżerającym mnie światem. Żyję szybko. Szkoła, dom, koledzy, trasy, piwka, wódka, bary, noce u nich - z nimi... Zawsze tak lubiłam żyć. Lubię cholernie. I dlatego, jak tego braknie tak cholernie tęsknie.. Z dnia na dzień stajesz się taka jak oni.. Nie martwisz się o makijarz ani o fryzure, jak kiedyś przesadnie tylko wstajesz i na Ciebie czeka już kolejny kieliszek z jego alkoholowym uśmieszkiem. Niech ta chwila wiecznie trwa...
Dzisiaj Dzień Kobiet.
Dzień jak codzień, ale nasz. Prawdziwa kobieta mieszka w głowie. Nie w wielku ( jak spotkałam się ostatnio z bezmyślną sentencją ) , może mieć 8,12,17 i 70 lat. Mój wykładowca, psycholog, i niezwykły gentelman powiedział dzisiaj, że jestem kobietą. Kulturalną ( co cenię najbardziej w sobie i innych ) , umiącą wypowiedzieć się kobietą, ale zagubioną.. W substytutach. Podobno minie. Ciekawie. No nie powiem, uważałam się zawsze za damę. To chyba trzeba czuć tam gdzieś. Mieć takie poczucie, że jesteś honorową damą. Nawet jeśli siedzisz z chłopakami na murku. Oni Cię szanują, bo z w nich jesteś damą. W ich oczach i sercach nie spodniach. Jak pisałam z tym trzeba się urodzić. Ja.. mam to po babci. Zawsze była damą. Miała 3 dzieci, gospodarstwo i z dnia na dzień coraz więcej problemów zdrowotnych i zawsze potrafiła być kobietą, która mimo wieku ciągnęła do siebie mężczyzn zarówno tych strszych jak i młodzitkich. Czuć musisz, nie ubierać się w kłamstwa.
I w takich właśnie sytuacjach się okazuje ile jesteś warta w oczach innych. Własnie uczę się tego. Okazuje się z czasem jak ostatnio wiele razy. Cóż. Powiem tyle.. Tym co pamiętali i tak miło składali życzenia... i te kwiaty.. dziękuję bardzo. Bo to dużo znaczy, takie życzenia, które widzę w oczach jak płynął z serca. A reszcie ? Może dziękuję za to, że nie klepała esów na szybko bo trzeba. Bo za to nie ma co dziękować. W sumie to jest mi dziwnie. Nie, nie przykro, bo to się chowa dla ludzi znaczących. Jest mi dziwnie, że widzimy się tak często i zapominają. Ale czego można się spodziewać po kolegach tylko od melanżu i jak chcą zaszpanić przy kolegach, że się wożą z fajnymi 'laskami' ? Nic.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A tak szczeże, i na forum, to chciałam podziękować Bogu, za to co mam. Bo może i nie mam w swoim mniemaniu dużo, ale mam naprawdę wiele. A najbardziej chciałabym podziękować, że jest zawsze. Wierzę.
`Zawsze tak jest, że szczęście, przychodzi do innych, jest wszędzie, tylko nie tu i nie teraz i wydaje Ci się, że zawsze tak będzie...`
skomentuj | (1)
| 2010-03-04 | 17:26:30 |
Ciężki tydzień.
Nie miałam na nic czasu. Nawet nie miałam czasu wyjść do chłopaków.. Wszystko się skumulowało, szkoła, nie przespane noce - nauka, mój stan zdrowia, bóle.. i nowe wiadomości, z którymi oswajam się już długo, za długo...
Nie wiem od czego zacząć. Jest tak dużo do napisania a ja jestem już tak zmęczona tym tygodniem.. a jeszcze piątek przedemną. Może zaczne od najważniejszej sprawy, która nie daje mi spokojnie żyć od środy. Byłam w środę na wykładach.. i to były najcięższe wykłady, jak do tej pory dla mnie. Dla innych pewnie były normalnie. Dowiedziałam się jeszcze więcej o sobie niż jak już wiedziałam od początku moich wykładów. Jestem w szoku, który nie długo odejdzie, ale wyjaśniło się dużo moich niezrozumianych zachowań, myśli, słów. Taka jestem. Na taką mnie wykreowała moja matka. Własnie znienawidziłam ją bardziej niż kiedy kolwiek. Zniszczyła mnie jako człowieka. Czasem lepiej nie wiedzieć. Ja jestem już bardzo uświadomniona. Może za bardzo. Za dużo już o sobie wiem. Psychologia, która kiedyś była fajną bronią a zarazem zabawką i pomocą dla moich znajomych przestała być tym, czym była - pasją. Przerosła mnie. Mnie jako osobę, nie jako pracownika. Na jedno dobrze, bo umiem siebie tłumaczyć.. ale... Boli. Nie mam słów. Tyle wystarczy o tym, bo muszę pocierpieć sama w ciszy.
Najczęściej matka wytyka we mnie to, że jestem zawistna, fałszywa, wredna, nie szanuję innych, nie mam uczuć, nie umiem płakać i nie umiem kochać, nie umiem otwierać się przed ludźmi, nawet najbliższymi. Prawda, wszystko prawda. Gdyby tylko wiedziała, że wszystkiemu jest sama winna. Wykreowała mnie na taką jaka jestem sama, jak każdy rodzic swoje dziecko. Mnie zniszczyła. Muszę teraz żyć. Tak jakby się nic nie stało. Swoim rytmem. Ciężką osobą, potworem, którego ze mnie zrobiła. Jest mi ciężko. Przejdzie.. Czasem lepiej wiedzieć mniej. Być w błogiej nieświadomości, jak po alkocholu.
Kurwa jeszcze na dodatek ten się nie odzywa. K. Z nim też wszystko zrozumiałam. I faktycznie, droga jaką razem wybraliśmy jest prosta. Na czystych zasadach.
Ona?
Czuję się nazwyczajniej w świecie zdradzona. Nie jest już moją przyjaciółką. Zawsze się wspierałyśmy, byłam święcie przekonana, że myśli tak jak ja i co najważniejsze to czuje. Tyle lat mnie o tym zapewniała. I w 1 chwili zmieniła mnie, tyle lat, przekonań i wyznań na niego. Gratuluję jej wyboru. Nie ma co do mnie wracać... bo już nie ma do kogo. Nie ma.. Jedyne moje światowe oparcie znikło, pękło. Myślę, że jest szczęśliwa. I niech będzie. Bo tu już nie ma po co wracać. Zdradziła naszych chłopaków, tych z murka i przyjezdnych, nasze reguły a co najważniejsze mnie... Takich ludzi, bez honoru ja w swoim życiu nie potrzebuję. Niech uczy się żyć z nim. Skoro całe życie mówiła mi, że nie potrafi, i zmieniła to chwilkę 2 raz pójdzie jej jeszcze łatwiej. Ja mam ich, ich, je... Poradzę sobie.
Nie mam dzisiaj nastroju do opisu sytuacji. Im więcej o sobie wiesz tym bardziej boli. Muszę się na picie jakieś ustawić. Opić smutki z nimi. Z tymi, ludźmi z którymi umie żyć, po swojemu.
` Bo tak będzie chyba szybciej.. ja siebie już w tym nie widzę...`
skomentuj | (0)
| 2010-02-28 | 20:52:26 |
Dwie byłe dziewczyny w łóżku chłopaka, przyjaciółki.
Powiesz ironia?
Ja powiem - beziteresowność.
Ciekawa noc. A może wcale nie ciekawa. Może tylko dlatego tak mówię bo różniła się od innych. I z nimi. Lubię ich. Z dnia na dzień coraz bardziej. Zastanawiam się jak to jest? Wszyscy jesteśmy tacy bezuczuciowi. Ona z nim. On ze mną. My razem. Ona ze swoim, ja z innymi, on z innymi, ona na pozór też z innymi. Nauczyłam się żyć tak bezuczuciowo. Nauczyłam się tego od nich. Nuczyłam się nie przywiązywać do ludzi, dawać im nadzieję, uśmiechać się do nich ale być ciągle obojętną na ich osoby. Mogą być, może ich nie być - tak powiedziałabym o większości otaczających mnie osób. Jest kilka, może kilkanaście dusz na tym świecie, na których mi zależy. Może tak jest prościej? Nie lubię sobię komplikować życia. A uczucia komplikują je niesamowicie, i chyba dlatego wywaliłam co nie potrzebne z niego. Zostalo kilku ważnych ludzi, fajki i wóda. Tak mnie ta wczorajsza sytuacja w pewien sposób ździwiła. Albo nie ździwiła, tylko brakuje mi słów na opis. Była dziwna. Była wczoraj piękna księżycowa noc. Było jasno. Kazała mi pomyśleć sobie życzenie. Nie wiem dlaczego w pierwszym momencie pomyślałam to... Wyrwała się moja, kontrolowana nieustannie i silnie podświadmość i zarządała to marzenie. Szybko je zmieniłam. Nie wiem czy się spełni. Chyba to głupie. Zawsze tak żarliwie w to wierzyłam, a dzisiaj powoli już odchodzi w zapomnienie. Ostatnio kolega, który po latach odzyskał straconą przez siebie pierwszą, najważniejszą miłość, którą sam zniszczył powiedział tak ; Ja myślę, że jeżeli się czegoś bardzo pragnie i chce to można. Wiesz... Ja tak myślałam przez całe swoje przeszłe życie M. Wierzyłam jak głupia w to co jest nie do spełnienia. I po woli zawiodło wszystko. Z dnia na dzień zawodziłam się na życiu, w które kiedyś tak wierzyłam. I dlatego dzisiaj jestem taka zimna. Człowiek się uodparnia na to co boli z czasem. I ja tak zrobiłam. Jak śpiewał P. <333 ; `Patrzeć pewnie i przytomnie, gdybym potem spoktkał Ciebie z nim...` ja się tak nauczyłam. Tak patrzę na ludzi, kiedyś bliskich, którzy coś znaczyli albo znaczyli bardzo dużo.. a zarazem nauczyłam się tak patrzeć nawet na ludzi, którzy i dzisiaj coś znaczą.. Z pokerową twarzą. Tak patrzę na sprawy, kiedyś szaleńczo ważne, nie przemyślane z błedami. Tak trzeźwo. To jest ogromna zaleta. Wielka zaleta, że z wierzchu nie mam uczuć.. są gdzieś tam bardzo, bardzo głęboko, chowane przed światem i kontrolowane przezemnie. Ale może być też najgorszą wadą...
Podjęłam bardzo ważną życiową decyzję.
Planowałam ją i myślałam nad nią długo. A teraz popodięciu jest mi tak lekko. Zostało troche tego liceum. Kończę je i na tym kończy się moja edukacja. Czemu ? Bo ja nie nawidzę się uczyć. Tak przygnębiała mnie myśl, że będę musiała spędzić resztę młodości w książkach. Przez wykształconą rodzine, w której się urodziłam. Między filologami, lekarzami, historykami, nauczycielami. W takiej rodzinie ciężko jest być nikim. Na tych kurewskich spotkankach gdy ciocie nie mogą nadziwić się, moich natapirownych długich czarnych włosów, niesubtelnego makijarzu, opalonej skóry w środku zimy i akrylowych paznokci.. Moje siostry i bracia - kończący kolejne studi, na poziomie ludzie, którzy zawsze byli bardzo ułożonymi ludźmi. A tu ja.. Ale będzie ździwienie... Jakie studnia sobie moja kochana gwiazdeczka wybrała ? Nocne kurwa. Bez podtekstów. Wolę umrzeć żyjąc szybko, bawiąc się z kim chce i bywać grze chce ale żyć naprawdę a nie żyć wolno, nudno szaro i długo. Chcę co najważniejsze żyć po swojemu, pod niczyimi nakazami, poglądami, przekonaniami i marzeniami. Nie obchodzi mnie to, że moja mamusia wymarzyła sobie córkę aktorkę, która po dostaniu się do takiej szkoły, zrezygnowała po tygodniu. Ja potem znalazłam się w psycholgi. Ludzie słuchając innych popełniają czasem większe błędy niż gdyby zadecydowali sami. Dlatego nie chcę dusić się na jakichś uniwersytetach. Kończę szkołę i wyjeżdzam. Ta decyzja właśnie wprowadziła w moje życie światło. Przemyślana decyzja. Wieloma nieprzespanymi nocami z mądrymi ludźmi.
Bez dementacji.
K.
Nie okłamał mnie, a ja już mu to wypominałam. Sama zrozumiałam nie tak jak powinnam bo ich mylę. Nie ważne. Kolejny raz przekonałam się, że jesteśmy identyczni. Że myślisz tak samo jak ja. Nasza znajomość ? Kończy się na piwie. Taka jest moja decyzja jeśli zapytasz znów. Nie pytaj dlaczego. Za dobrze się znamy.
A po za tym bardzo mi smutno... jutro wracam do rzeczywistości... Już nie wiele zostało. Bardzo nie wiele...
skomentuj | (1)
| 2010-02-26 | 16:31:10 |
Kurwa..
Okłamał mnie.
K. mnie okłamał.. Perfidnie nie przemyślanie. Powiedział, że jest w barze z kolegą, który dzisiaj do mnie napisał, a ja po subtelnym wypytaniu się dowiedziałam się, że kolega jest od poniedziałku w Warszawie. Zajebiście. Uważa, że ja go okłamuję. Zresztą. Nie ważne. Jego sprawa - wie co traci. Ja nie jestem tymi ździrami co dzwonią do niego codziennie i proszą o spotkanko. Skoro tak stwawia sprawę, niech tak będzie. Ja przeżyję wieczór w innym towarzystwie, z innym alkocholerm. ;] Po za tym nie wiem co się z nami dzieje. Przecież zawsze było normalnie. My nie raz uciekałyśmy wcześniej bo inne sprawy, oni jechali i było dobrze. A teraz kurwa ? Jakieś problemy, że kłamię, że zawsze mam ważniejsze sprawy. Kiedyś było prosto, żadnych problemów... Chyba źle, żę się zbliżyliśmy w pewien sposób do siebie. Bardzo źle. Zawsze mówiłam, że miłość niszczy przyjaźń. To nie miłość ale coś innego, jakieś możę większe zainteresowanie.. i to właśnie zniszczyło naszą znajomość. Prosty morał. Muszę dalej żyć tak jak żyłam. Koło ziomków.. a nie z nimi.
Dobry dzień. Załatwiłam badania, lekarza. Czuję wiosnę ;) Biegam sobie już w letnich kurteczkach i w adidaskach, nikogo już to nawet nie dziwi. Zawsze byłam 100 lat wcześniej niż reszta. Po za tym nudzi mi się. Pojechałabym na piwo.. albo lepiej. Ale chyba mam za dużo dumy więzionej w sobie, żeby się przed nimi upokarzać i dzwonić. Aby wielomożny pan M. przyjechał zobaczyć ją. Żałosne. Nie mam się nawet co łudzić, że on zadzwoni.. Bo tak nie będzie bo jest obrażony. haha. Co za sytuacja. Ona siedzi z nim. A mi się tak nudzi... Tak mnie nie samowicie wkurwia, jak chowa się przed nim po łazienkach żeby do mnie zadzwonić ;/ Kurwa to jest jakieś chore . Na dodatek nie może przekroczyć minuty bo wielmożny pan będzie zły. Jak mnie to wkurwia. Staje się ważniejszy ode mnie. Z dnia na dzień. Same chore sytuacje, a poziom mojej agresji, jest dzisiaj chyba kryzysowy. Idę, notka się nie klei.
`Powiesz - muzyka szatana, tych na ławce, przy blokach...`
skomentuj | (1)
| 2010-02-24 | 17:49:44 |
Kurwa nie mam siły.
Trochę sobie popiliśmy ostatnio. Zrobiłam błąd. Cholera.. Błąd. Co lepsze kolejny, w tak krótkim czasie. Już się w ogóle nie opanowuję jak kiedyś. Byłam na porządną godzine, piłam w miarę, szybko trzeźwiałam, mówiłam połowę co myślę i było ok. A teraz się kurwa mi coś popierdoliło. Więcej nigdy w życiu chyba nie gadałam i nie piłam. W ogóle się nie ograniczam, wiosnę poczułam. Miałam się kurwa uczyć i nie miałam czasu. Nikt nie umie tak dobić jak własna rodzina, święte słowa, święte. Jak mnie matka nie zabije to dobije mnie szkoła. Znów zaczynam myśleć negatywanie, chociaż ostatnio robiłam wszystko, by było dobrze w życiu. Nie wiem co to kurwa będzie.
K. się nie odzywa. A dzwonił ostatnio niemalże codziennie. Wkurwił się i to nieźle. Bo zawsze mam ważniejsze sprawy od niego i jego kolegów. Ale co ja mam poradzić, że pojechałam na cały dzień pić i zapomniałam zamknąć domu... Ja pierdole. Matka się wkurwiła. Ale kurwa jechała do miasta i nie raczyła mi nawet jakiegoś klucza zostawić, a było niezłe chlanie i do tego miałam zobaczyć jego.. to musiałam jechać - moja hierarchia wartości. Nie ważne zresztą, nic się nie stało, przecież ale tylko z domem. Ich zawiodłam. K. zawiodłam. Kurwa nie lubię siebie za to ;/ Że nie mogę ludziom, których bardzo lubię dać z siebie 100 % . Nie nawidzę siebie za to, może nie tyle siebie co jej.. Tak po za tym to nie wiem co się z nami dzieje... Tak z nami ze mną i z nim.. Przecież to nie możliwe, zawsze lubiliśmy się jako koledzy od kieliszka.. A teraz.. On patrzy na mnie tak jakoś dziwnie.. tak inaczej niż kiedyś. Z taką głębią w oczach, która mnie wkurwia, bo nie wiem o co chodzi. Ja też patrzę jakoś inaczej. Chyba tak jak pare lat temu gdy byliśmy razem. A zresztą . Było minęło. Muszę teraz wziąść się za poważniejsze sprawy, niż szukanie siebie w oczach kolegi. Muszę zkminić zajebisty melanż jakie produkowaliśmy kiedyś taki symboliczny na ok. 40 osób jak za dawnych czasów. Jak się wóda lała nocami. Z nimi. Nooo zaczęłam 1 poważny temat. Haha. Dla mnie ważny... teraz bez codziennego picia nie widzę nic.. Po 2 to z poważniejszych spraw się muszę z nimi jakoś pogodzić.. A reszta spraw to już te nie ważne, marginesowe w postaci szkoły, jutrzejszego lekarza i rachunków.
`...dzisiaj stają na baczność jak nie ma co wciągnąć...`
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Najbardziej krzywdzimy ludzi, których kochamy.
Byłam na sankach i było fajnie. Może ostatni raz tu i z nią...Wszystko mija. Szybko.
Tyle mam do powiedzenia.
skomentuj | (0)
| 2010-02-22 | 11:53:53 |
No i zaczął się tydzień nauki. Muszę się zmusić, bo jak teraz wykuję i nałapie dobrych ocen to potem będę miała lajcik. A już nie wiele zostało do końca roku... Teraz będzie w moim życiu czas pracy. Muszę wziąść się do roboty, ponadganiać z tym wszystkim. I ze szkołą i z sobą... Się biorę za spełnianie noworocznych postanowień, w sumie to jednego. Odchudzanie. Ciężkie odchudzanie. Ale dam radę, muszę. Zacznie się wiosna, bieganie, rowery, rolki, będzie jak spędzać czas, dlatego teraz się muszę uczyć. Taką mam wielką chęć znów zacząć sesje na solarze... Ale.. znów strace miliony ;/ Fajny myk, na który dałam sie nabrać już tyle razy chodzisz, co dziennie jesteś pięknie opalona, zazwyczaj u mnie tylko na brzuchu i nogach ale nie ważne. Masz tydzień przerwy i stajesz się z dnia na dzień bladsza. Ile ja już kasy poświęciłam na lampy to nawet nie chcę liczyć, od 2 lat co pare miesięcy szczególnie wiosną solarium było nie odzownym aspektem mojego życia.. Ale dzisiaj myślę sobie, że nie będę już marnować kasy i skóry. Mam poważniejsze wydatki a to jebane solarium muszę zaliczyć chyba do tych kochanych moich substytutów... Czyli w tym roku je wykluczam. I ta cholerna wóda... Codzienność. Muszę to chyba też zmienić... Chyba bym nie umiała odmówić kielicha 'pokoju' z moimi chłopakami na mieście... Ale nie dzisiaj, nie teraz.. Bo nie jestem aż tak silna, żeby ją odstawić... Mimo, że wzięłam się za radykalne zmiany nie mogę wywrócić życia o 360 stopni w jednej chwili, nawet nie potrafię.
Co do życia teraz?
No nie powiem, że jest lekko. Ostatnie chwile to był bardzo ciężki czas, z którym musiałam sobie sama poradzić. Poradziłam. Wkońcu gdy poza Twoim światem nie ma nic poza wgapianiem się w sufit i myśleniu o śmierci siadasz i mówisz sobie; Kurwa dziewczyno, to pierwszy dół ? czy kolejny, który musisz zakopać ? Własną łopatą, nikt Ci nigdy nie pomóg i nie pomoże więc bierz się do roboty, pokonałaś tyle ciężkich chwil i tyle sytuacji bez wyjścia, miliony razy tudniejszych niż ta i teraz chcesz się poddać ? Chcesz być nagle nikim ? Chociaż całe życie właśnie Ty byłaś przykłądem człowieka, który nie upada przed ludźmi, chociaż nie wiadomo jak źle jest? NIGDY.
Czas zacząć myśleć, jak kiedyś, gdy potrafiłam znaleźć rozwiążanie z każdej nawet bez wyjścia sytuacji. Gdy dzięki mnie ja i ona mogłyśmy mieć wszystko.. Z tego mogę być dumna, z tamtej siebie, silnej, mądrej dziewczyny, w okół której obracał się cały świat, mimo, że miała 15 lat. Taką mnie pamiętają. I taka musi wrócić. Wróci.. mimo, że to nie 2008 i nie jest tak pięknie jak wtedy. Nie ma tych dni, kiedy w słońcu wlekłyśmy się nie umalowane do naszego gimnazjum, na jak zwykle 1 matematykę, którą wtedy tak lubiłam... Po ciężkiej niedzieli z nimi w barze.. Lub po jakimś festynie.. Tych radosnych dziewczynek, które w byle jakich ciuchach i bez makijarzu biegały po mieście i bujały się z najlepszymi chłopakami po okolicach. Nie ma ich. Miałyśmy wtedy wszystko, chociaż święcie byłyśmy przekonane, żę nie mamy nic. A dzisiaj ? Mamy wszystko, ale nic nie mamy. Była radość a nie materializm i lans. A dzisiaj jest dużo lansu i materializmu... ale nie ma tej radości. Nie ma. I w takim świecie dzisiaj musimy nauczyć się żyć. A nie próbując gonić za życiem w dzisiejszej rzeczywistości przez wspomnienia. Ludzie doceniają to co mieli, gdy już tego nie mają. Zawsze.
Nie wierzę, że chce to napisać. Ale... Lepiej, nie mieć nic i być szczęśliwym, niż mieć wszystko i wciąż gonić szczęście - Mówi Ci to dziewczyna, licząca niegdyś złotówkę do złotówki, pztrząca tylko na samochód w chłopaku i na kase .
Doświadczona materialistka.
`CZŁOWIEK ZACZYNA ŻYĆ GDY PRZESTAJE MĘCZYĆ PRZESZŁOŚĆ!`
Muszę przestać żałować za ten dzień. Dzień, w którym wszystko zamordowałam. Wkońcu przestać. Zapomnieć co ważniejsze o tych ludziach, z przeszłości o tych uśmiechniętych twarzach, z którymi po takim czasie nie potrafię już rozmwiać normalnie... Próbowaliśmy to naprawić ostatnio.. Ale nam się nie udało, jest za bardzo bolesne i może zbyt świerze, żeby to całkiem w sobie zamknąć, ten rozdział w zyciu. Nie wiem. Nie ważne. Próbowaliśmy nie wyszło. Wy pokazaliście, że dalej w waszych myślach i rozmowach żyjemy, my w końcu dowiedłedłyśmy, że nie tylko nas to boli i nie ważne. Czas zamknąć rozdział. Przewrócić na inną kartkę.
Muszę dzisiaj chyba do Ciebie zadzwonić, przeprosić, że wczoraj nie mogłam odebrać.. K. Dzięki, że jesteś. I może dziśki, że byłeś tam wtedy ze mną.. Posłużyłeś jako zemsta.. Heh. Zawsze byłam ta niedobra. Zemsta zemstą, ale tak Cię lubię . Chyba od tego dnia własnie. Kiedy nie świadomie pomogłeś zabić. Chyba było warto. Zabić ich i obudzić wieloletnią naszą znajomość, nie ?
Dzięki K.
UCZĘ SIĘ.
`Mówiłeś mi, że mam się zmienić, lecz jak to zrobić, gdy od lat sami jesteśmy w sobie uwięzieni? `
skomentuj | (1)
| 2010-02-20 | 21:53:01 |
Zaczynam tą notkę kolejny raz. Bo nie chcę kolejny raz pisać, że jest bardzo, bardzo źle. Że jestem w takim dole kurwa, z którego nie potrafię się wydostać. 'Może trzeba to przeczekać ale nie wiem już czy to jest mądre...?'
'Tak mało znaczy dla mnie wtedy wszystko inne i to jest tak silne... Znów tak bardzo tego chcę i nie chcę już myśleć, to wszystko jest tak dziwne, ten kraj, to miejsce miało być przecież inne... Gdy patrzę w Twoje oczy może wciąż jestem naiwna, lecz gdy patrze w nie, czuję, że minie wszystko co jest złe. Lecz nic nie zostało z moich marzeń z moich planów, zobacz.. Mam dosyć iść tak gdzieś bez planu - wciąż od nowa, zaczynać coś nie kończyć.. Pomyśl o nas...'
Takie zwykłe, najprawdziwsze, i najbliższe słowa.
Może zamiast pogrążającej nawijki, że tak źle od lipca '09 nie było, powiem tak ;
Mam nadzieję.
Wciąż jak głupia mam nadzieję, że jutro wstanę rano i będę miała siłę do życia. Że ten czas, mija. Że już go nie będzie. Żebędzie lepiej, że za chwilę zacznie się cudowna wiosna, że będę szła zapatrzona w nią z pociągu, w któryś piękny dzień. Że do wakacji zostało około 3 miesięcy szkolnych.. Nie licząc czerwca... Że dzisiaj jest źle po to by za chwilę było naprawdę, dobrze jak w moim życiu jeszcze nigdy nie było.
'Ten świat jest jakiś pojebany dziś... Nie sądzisz ? Ty jesteś tam, ja jestem tu, nie wiem co trzeba zrobić już i chciałabym mieć dziś już pd nogami pewny grunt i żyć z Tobą , być przy Tobie, mieć coś, wiedzieć już. Ten świat jest jakiś nienormalny dziś...'
skomentuj | (0)
| 2010-02-19 | 21:01:06 |
Nie wiem co mam myśleć. Dobrze nie jest, ale najgorsze już minęło. Chyba.. Kasa pożyczona na szybko. Oddana. Teraz już tylko pomartwię się jak oddać to kolejną pożyczoną.. Ale tu jest trochę bardziej lajtowo na szczęście. Zresztą nie ważne, jedna poważna sprawa załatwiona.
Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Słowa stare jak świat i najprawdziwsza prawda. Tyle powiem o przyjaźni. Się w takich sytuacjach okazuje kto jest kim, i na jakiego się klarował kłamiąc. ;]
Po za tym znów dzisiaj piłam. I tak bym się jeszcze poszła napić kurwa... Z innymi ludźmi tylko . Tylko z Tobą . 'Kiedyś pogadamy inaczej , wiesz...'
Nie jest dobrze. Potrzeba mi wsparcia. I tylko Ty mi je w jakiś sposób potrafisz dać. Serio... tak mało jest naprawdę wartosiowych ludzi w moim życiu. Ponadto, nowy 'ziomek' , który nie wiem kurwa jakim cudem się wkradł do naszego grona ludzi władzy tutaj okazał się skończonym pedałem , który klarował się na najpożądniejszego ziomka. Kurwa... Trzeba uważać komu się cześć mówi. ;] A ja już byle komu napewno mówić nie będę. Wczoraj okazało się, że ma na mnie wielką ochotę. I już się nawet z tym nie kryje jak pare tygodni temu. Zajebiście. Po za tym trzeba mieć odwagę, żeby się przystawiać do jedynej dziewczyny między grupą ziomków i do tego która jest przyjaciółką jednego z nich i on do niej naprawdopodobiej coś czuje. No trzeba mieć tupet żeby jeszcze dzisiaj sięgać z nami do wspólnego kieliszka.. Serio, jakby nic się nie stało. Ma szczęście, że nie jestem aż tak wredna i nie powiedziałam co chciał ze mną robić kurwa ;]. Zginąłby i to śmiercią tragiczną. W ostatnim czasie, tak bardzo trudnym czasie strasznie się przejechałam na ludziech koło mnie żyjących. Jakbyło dobrze, to wszyscy byli tacy mili. Jak się spadło na dno zostali tylko nieliczni. Trzeba uważać , komu się mówi w oczy, że może na nas liczyć , bo w większości przypadków to kłamstwo. Ziomki kurwa. Dzisiaj ziomków to mogę policzyć na palcach u jednej ręki. Tyle były warte słowa wielu ludzi. Ale jaja no.. Może dobrze.. Trochę mnie ta sytuacja nauczyła.. Żeby nie ufać ludziom. I to kolejny raz... Ostatnio połamała się dziewczyna, która było moją zajebistą kumpelą i pokazywałam się z nią na mieście mimo, że miała kompletnie przejebane, i akurat wyszedł 'znajomy' za którego była podejrzewana za sprzedanie. Ja się nie bałam. Narażałam swoją reputacje i życie dla niej. Bo pamiętam dobrze, jak zjeżdzali się ludzie , żeby ją poprostu ' zajebać' i gdyby nie jedna osoba to by jej już nie było. ;] Nie sprzedała mnie na psach... Więc została godna znajomości, a że było trydno w jej życiu to pomagałam jak mogłam, narażając swoje miejsce miedzy moimi luźdmi. A teraz... Już jej nie ma w moim życiu. Wystarczyła chwilkę by zmieniła zdanie . dałam jej już 3 szanse. i o 3 za dużo. Jestem taka, że jeśli ktoś mi coś zrobi to zostaje to nie zapomniane, chyba , że to naprawi. No już taka jestem.. I już tego nie naprawisz N. - Obojętny wzrok.. To chyba jest najgosze po tylu sprawach . ;]
Trzeba uważać komu mówi, się kocham ale i komu mówi się przyjacielu.
Są słowa bez znaczenia i bez uczuć. Te nic nie znaczą. Ale są znaczące i od dzisiaj ich będzie bardzo mało. I tylko dla godnych ludzi...
`Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie...`
skomentuj | (0)
| 2010-02-18 | 19:19:44 |
Tak by było najłatwiej, wiem. Dzisiaj skończyć wszystko. Najprościej za chwilę zjechać windą do piekła. Przecież i tak pójdziemy do Piekła M. Tyle myśli, przemyka po głowie w takim czasie, tyle scen i tyle nie pohamowanych emoji. Nie wiem już czy bardziej martwię się kasą, którą jutro muszę zwrócić czy tym, że nie mogę się z nim zobaczyć. Nie wiem kurwa... Cały dzień myślę, tylko o tym. Brakuje mi słów muszę jak najszybciej znaleźć wyjście z tej chorej sytuacji. Nie wiem. Robie sobie chore nadzieje, że ktoś pożyczy albo, że znów się spotkamy na wódce.. własnie napiłabym się. Mocno, bardzo, szybko.. Z nim. Po cholere wczoraj dzwonił . Można zakochać się po raz 2 w tym samym człowieku? Z którym widzisz się często już po byciu razem i to jest Twój dobry kolega od kieliszka i nagle bum znów coś między wami iskrzy.. ? Chyba mnie już pojebało całkiem. Taki cholerny dzień. Nie wiem co mam ze sobą zrobić.. Może, z tych wszystkich rzeczy to najbardziej brakuje mi wódy? Poczuć stan błogości i nie myśleć o problemach, zasnąć nie obudzić się więcej.. Tak chyba o tym teraz marzę. Wyjść z tego kurewskiego domu, jechać z nimi, napić się do nieprzytomności i umrzeć. Pojebało się. Trochę bardzo. kolejny kryzys, kolejna próba życia. Ile jeszce Boże ? Czemu inni mają takie cudowne życie? Mają pieniądze, zaufanych i kochających ludzi, rozwyki i drogą wódkę na codzień..Czemu tak jest, że są lepsi ludzi i Ci gorsi.. ? Czemu?! Nie ogarniam.. Idę na fajkę pomyśleć... ;(
skomentuj | (1)
| 2010-02-17 | 12:03:32 |
Kurwa przesadziłam... Jeszcze nigdy nie wróciłam do domu tak pijana..
Nie było by źle gdyby nie to, że ta moja per matka musiała podnieść swoje wielkimi pracami haha umęczone ciało i przywitać mnie szanownie. No dzisiaj też już dostałam fajną gatkę, o tym , że kasy na takie drogie kosmetyki i ubrania nie dostanę i nie wychodzę nigdzie . Tja.. Ilerazy to słyszałam. To nie , tamto nie. A ja zawsze miałam ją daleko.. Identycznie jak ona mnie. Dawno już nie wierzę w jej słowa. Co najśmieszniejesze nigdy nie chodzi o mnie. Czy wracam do domu zalana, czy spaceruję o 4 nad ranem ze szlugą jak ostatnio, tu chodzi o sąsiadów. '' Nie wszyscy muszą wiedzieć jaką córcię sobie urodziłam na moje nieszczęście ! " No nie wszyscy, ale i tak wszyscy wiedzą jaką mam mamusię. Teraz zaczęła mnie wychowywać... u samego progu mojej dorosłości. Teraz znalazła się mamusia, która tak martwi się o to by jej córeczka nie spadła całkiem na dno, co dziewniejsze w którym już od lat jest. Nigdy nie rozmawiliśmy na żadne tamaty poważne.. No bo i po co.. Córeczka miała 13 lat nie wracała na noce - nie ważne . Miała 15 lat wracała kompletnie pijana - nie ważne. Nie obchodziło jej to, nie widziała.. Może udawała, że nie widzi.. Dzisiaj wzięła się za moje wychowywanie. Jak już powoli pakuję się do innego, lepszego życia.. Nie nawidzę jej dzisiaj chyba bardziej niż w moje 16 urodziny gdy na prezent dostałam obelgami i wyzwiskami bo zapóźno mnie odwieźli po 'piwku'. Jeszcze chwilka..
Mimo tego, że moje życie ciągle niszczone jest przez kochaną mamunię kolejny raz uświadomiłam sobie, że mam najwspanialszych znajomych na świecie.
K. Za każdym razem, pokazujesz mi, że można cieszyć się życiem nawet tu, na tym kawałku marności na ziemi.. Naszym kawałku.. Już z nie jednej butelki piliśmy xdd Czekam na opaskę, która jest kolejnym pretekstem do spotkania... Milionowym. Hehe.. Samym pretekstem może być to, że chce Cię zobaczyć.. Tu nie potrzeba słów. Poprostu bądź i poprawiaj ten humor samą obecnością.
Cuda.. Wódka sprawia cuda... Nie wierze, że mogę się tak uśmiechać..Że wczoraj mogłam być tak radosna, przez chwilę.. A przecież jest tak źle.. Nie uśmiecham się już.. Za bardzo boli. Mimo okropnego kaca, i trzęsących się rąk tak bym się napiła..Taka moja mała słabość. Jak to mówili chłopaki na mieście jakiemuś chłopakowi, który chciał mój numer; Ona już pare lat zakochana w 40 % tańcu i dymie i tym murku.. Także wypier.. hahah moi chłopcy.
Tak w góle to nie jest dobrze... nie mam kasy... Termin się zbliża.. Idę topić smutki.. Rozrywką życia.
A mówią, że pieniądzę szczęścia nie dają.. U mnie w domu zawsze pieniądz był najpiękniejszym szczęściem.. Znasz to?
skomentuj | (1)
| Dziś. | 2010-02-16 | 20:13:27 |
Minął sobie kolejny dzień , który powinnam wypełnić pracą i szukaniem kasy a wypełniłam nudą i snem. Powtarzam sobie, że juro się wezmę do pracy w końcu, ej serio. Jutro już muszę.
Dlaczego , dlaczego , kurwa dlaczego nie wleciał wtedy nóż do ręki ? Może dzisiaj byłoby o 150 % prościej.
Matka.
Słowo, które mnie tak niesamowicie wkurwia, i smuci zarazem.. Nie wiem czy ktoś wyobraża sobie jak mogę nienawidzieć znaczenia tego słowa... Moja matka dla mnie ? Wielka żałość. Od kiedy pamiętam rujnowała moje życie i to co próbowałam małymi kurwa rączkami zbudować. Zawsze i wszystko wiedzącą królowa, kórej każdy musiał słuchać.. podła. Nie nawidzę jej i już nie pamiętam kiedy ostatnio normalnie rozmawiałyśmy.. chyba jakieś 10 lat temu... Może byłabym wspaniałą dziewczyną, jakby nas z tatą zostawiła? A nie kobietą emanującą wrednością. Już nie wiem . Nie wiem co mam o tym myśleć. Wszystkiego nauczyłam się w tym domu.. wszystkiego co złe. Tu najbardziej nauczyłam się kłamać. Nauczyłam się niszczyć ludzi nawet najbliższych. Co najważniejsze... nauczyłam się nie płakać. Dzisiaj nie wiem co było by w stanie rozpuścić moje oczy... Przez nią stałam się taka twarda.. już dzisiaj spływają po mnie jej uwagi i obelgi. Nic nie znaczące słowa poniżenia. Nic. Codziennie słysze miliony takich słów. I codziennie miliony tych słów nawet nie dostają się do mojej głowy. Nauczyłam się nie słuchać jej. Nie milczeć jak krzyczy i nie reagować na opinie o moich znajomych, czyli o tym dnie, w któro wpadałam 'szukając wrażeń'. Moich znajomych, za którymi wskoczyłabym w ogień... Chyba tylko tyle pozostało we mnie z miłości.. Może dzisiaj umiałabym kochać gdyby nie ona... Już za chwilkę mnie tu nie będzie. Czasem wydaję mi się, że ta chwilka to wieczność. Są dni, kiedy naprawdę myślę, że mogłybyśmy normalnie porozmawiać.. I za moment złudzenie pęka jak bańka mydlana... Przez nią znienawidziałam ten dom, to miejsce na ziemi, do którego powinnam z radością codzień wracać. A tak nie jest. Wracam tu do taty, do kolegów z murka.. Nie dla siebie i co najważniejsze napewno nie dla niej.
'Można mieszkać z osobą 18 lat i może być ona nam całkowicie obojętna'
Zdanie z wykładów, które nie wiem jakim cudem tak mocno wbiło mi się w pamięć sprawdziło się . Przyjdzie taki dzień,w którym wyjdę z tąd niepowróciwszy już nigdy, tak czekam na ten dzień... Tatcie obiecałam już ze często będe przyężdzać do naszego garażu, w którym stałam się 'mężczyzną' hehe... Do babci.. Do siostry, która powoli zaczyna być wierną kopią jej i zarazem przesiąknietej nią mnie... Będę taka sama jak ona. Wiem to. Nie ma inaczej. Jesteśmy tacy sami jak nasi rodzice, chyba, że się mocno kontrolujemy. Dlatego wiem, że spotkam na swojej psychologiczej drodze ludzi, którzy mi pomogą się chociać w kilku % zmienić. Zmienić na lepsze... Ale jej już nie uratuje, będzie taka sama..
Nie chcę mieć dzieci. Właśnie dlatego.. Chociaż kocham te małe stworzenia.. Nie chcę . Nie zniosłabym myśli, że jestem taka jak ona... że robią im taką krzywdę jak ona zrobiła mi... Myśli, że moja córeczka w wieku 13, 14 czy nawet 16 lat myśli tylko o śmierci albo, że mój synek upija się do nieprzytomności i śpi byle gdzie, bo nie ma domu. Nie ma domu, do którego mógłby wrócić i czuć się bezpieczniej... Często tam na tych jebanych kurewskich dyskotekach było bezpieczniej niż tu.. 'w domu'.. Nie ważne. Przeszłości już nie wymarzę. Ale przyszłość mogę zmienić... zmienię.
A teraaz żeby lepiej rozjabać swoje życie jadę pić. Z nimi. Z K. Tym wspaniałym K... którgo mamusia też zniszyczyła... za którego mogłabym nawet dzisiaj wyjść ale oboje wiemy, że bylibyśmy najgorszym małżeństwem i rodzicami na świecie. Lepiej nie mieszać mieszanki wybuchowej hehe.. Jadę zapić ból.
skomentuj | (0)
| 2010-02-15 | 18:25:54 |
Dzień sobie uciekł. Minutki uciekają z nim... Ale mi sie wydaje, że jeszcze za wolno.. Może chciałabym żeby czas jeszcze szybciej leciał... Do kolejnej imprezy, kolejnego melanżu.. Który klaruje się w sobote.. Chyba tylko to trzyma mnie jeszcze przy odpowiedzialności mojego życia.. Że przyjdzie czas i na pare h zanużę się w wódzie i co 5 minutowych fajkach z moimi kolegami od melanżu. Oni też tak żyją... Ale mam marzenia, nie? Jak rasowy alkoholk... A nie jak początkująca pani psycholog, chcąca leczyć ludzi z opresji. Cóż... Substytuty zawsze były mocną stroną mojego życia... Mojego i jej życia.. Mogę zmienić siebie, mogę zmienić otoczenie, ale genów nie zmienię... Tym żyję. Kolejną butelką wódy. Teraz tak żyję. Już nie marzeniami o wielkiej karierze, nie szaleńczą miłością, która kiedyś naparawała moje życie, nie ocenami.. Tylko żeby się napić. Tak jest już od roku... Może 2. Może zawsze to we mnie żyło tylko wcześniej inne sprawy zajmowały moją pustą głowę? Nie wiem kurwa. Nie chce mi się myśleć. Chce mi się do moich chłopaków na murek. Posiedzieć i posłuchać jak dzisiaj zmagali się z rzeczywistością. Jest tak zimno... Ale muszę wyjść z nimi pogadać bo zwariuję .
Ona ?
Dzisiaj pojechała... z nim do Zakopanego... Już pewnie siedzą przy komniku grzeją się przy winie i za chwilę zacznie się to o czym nawet nie chce pisać. Zresztą zawsze taki scenariusz jest. Żadną nowością sie nie mogę pochwalić. Pisałam już miliony razy... Jedzie, bawi się. Ja ? Dom , nuda, chłopaki na mieście. Już chyba nie czuję żalu. Serio. Już nie czuję tej wielkiej złości, co kiedyś... Gdy co chwile jechała sobie nad jeziorka albo z kolejnym frajerem na impreze a na jakiś 3 4 może 5 dzień jak już doszła do siebie i dojechała do domu z wielką egzystęcją mi to oznajmiała, co oni nie robili i jak się szaleńczo bawiła.. Ja zawsze słucham. I zawsze myślę jakby to było gdybym była z nimi... Mam taki mały pretekst. Takie głupie, bzdurne tłymaczenie, że Bóg specjanie tak robi, żeby mnie przed czymś ustzec a ona się w kończu doigra.. Ale to tylko moje zdanie wymyślone na prędce tłumaczenia bólu. Bo zawsze jest świetnie, zawsze jest idealnie i zawsze szkoda, że mnie z nią nie było... Yhy. dzisiaj już mu pewnie rozpina rozporek... Mimo wszystko znamy się tyle lat... Kocham ją już chyba... I zarazem nie nawidzę.. Zżyłyśmy się... Tylko ona potrafi tak ze mną tańczyć, i pić... Chyba jestem zazdrosna. Mimo tego, życzę jej szczęścia i czekam na opowieści z ich kolejnej nocy. ;]
Po za tym to chodzę z miejsca na miejsce i nie wiem co mam zrobić.. Ludzie, którym miałyśmy oddać pieniądze dopiero w kwietniu upomnieli się o nie dzisiaj.. Byłam już u znajomych.. Nikt takiej sumy nie pożyczy... ja w dzień też nie uzbieram i jestem w wielkiej cholernej kropce. Razem jesteśmy dłużne, ale tylko ja się tym martwię... Ona pojechała sobie w góry i ma daleko co tu się dzieje, to , że ja próbuję wysępić kase od najlepszych ziomków, którzy sami żyją z dnia na dzień fartem... ; Załatwisz, wierze w to. Zdanie, któro usłyszałam na pożegnanie. ; a mam inne wyjście... mogę już liczyć tylko na siebie.. Zawsze sobie sama radziłam i teraz muszę. Kurwa... Do piątku to mnie chyba ziemia pochłonie jak nie załatwie kasy... Zresztą nie ważne, jest kurwa piękny dzień i trzeba się nim cieszyć do końca.
skomentuj | (0)
| . | 2010-02-14 | 11:44:44 |
Prawie jest dobrze.
Fajna noc... Jak zawsze z nią na parkiecie... w okół stado ochroniarzy i napalonych chłopczyków udzących się, że dostaną w prezencie taniec. Naiwni i bezbroni jak dzieciaczki.Wkońcu ochrona odwarzyła się do nas podejść.. po tylu naszych występach. ; Gdzie nauczyłyście się tak tańczyć ?! ; . ; Same.. ; Kurwa nie wiem . Gdzie my się tak nauczyłyśmy tańczyć.. Ja już mod dawna tak tańczę... Ona też. W sumie to chyba pierwszy raz tak tańczyłyśmy ładnych pare lat temu.. Jak jako 13tki latałyśmy po najbardziej kurewskich dyskotekach śpiąc ' u koleżanki ' . Nie mam co ukrywać. Kłamać też nie muszę. Przecież rozmawiam z sumieniem. Chociaż stary kumpel, dla którego nic się nie zmieniłam i dalej jestema taką 'wredną małpą' jak kiedyś, powiedział, że przecież ja nie mam sumienia.. Hah. Wracając do tych ochroniarzy to trochę sią ździwiłam... Zawsze te napakowane koksy stali i udawali, że się nie patrzą jak patrzę.. A wczoraj.. Odważyli się wkońcu zagadać... Haha. Myśleli, że polecą numerki i solówki na parkiecie... Tiaaa. Tyle razy wczoraj usłyszłałam, pytanie w dokładnie takiej formnie ; Czy będzie jakaś możliwość z wami zatańczyć..? ' ; Oczywiście, że nie kochanie... i te kocie oczka... Hee. ; Tak myślałem.. Wiesz jakie to uczucie.. Ja tak to lubię.. kocham.. Już dostałyśmy zaproszenie; w kwietniu wybieramy tancerki klubu.. Bądźcie. Słowa dj. Haha. Oczywiście, że będziemy i przygotujemy jakiś popisowy numer, na odbiór nagród... Już w pewnej chwili duma cię przerosła.. Dziś już na ziemi.
Tak po za tym wielkim dowartościowaniem się , któro było potrzebne jak cholera myślę, się wiele nie zmieniło... Jeszcze chwile mnie potrzyma duma i zniknie... pojawi się codzienność . Mimo tych ferii.. Liczę, że dzisiaj zadzwonisz... i to bardzo liczę. Bo będzie jeszcze ciężęj. Czekam .
`Pamiętaj o procedurach niegrzeczny chłopczyku... Możesz patrzeć nie dotykać...`
skomentuj | (1)
| 2010-02-10 | 20:23:39 |
Czemu to wszystko jest takie trudne ? Czemu co chwile dostajemy nowe ciosy, żeby znów nie chciało nam się żyć?
To własnie czuję. Dziś znów od długiego czasu pomyślałam o śmierci. Nie. W sumie może nie tyle o śmierci a o nicości. O tym po co ja żyję? To jest takie nie potrzebne. Do niczego nie prowadzące życie. Codziennie to samo, codziennie muszę się zmagać z trudną rzeczywistością i codziennie nie dostaję nic.
Jutro kolejny dzień . Taki zajebiście trudny dzień. Chciałabym go uniknąc jak ognia.. a w szczególności jednej godziny z niego. Jest ciężko. Wiem, że to nie możliwe. Jednak postanowiłam, nie poddać się. Nie kojeny raz. Muszę wziąść się w garść jak wszystkim radzę.. Muszę.
Tak bardzo teraz potrzebuję spaceru. Długiego spaceru z mądrą osobą. I tak bardzo to teraz jest nie możliwe...
Boże... znów te okropne, przerażające myśli mnie ogarniają.. Znów zaczynam tak bardzo cierpieć tam w środku...
Tak, potrzebuję teraz samotności, a jednoczeście obecności kogoś bliskiego... Nie, nie rodziny. Te osoby wcale nie są mi bliskie. Kogoś od gwazd.
:(
pomocy.
Gdy już wszystko zawiodło pozostaje tylko wiara, nie we własne siły, bo tej już nie ma a wiara w Boga. Tylko.
.
skomentuj | (1)
| Inna ? | 2010-02-08 | 21:24:44 |
Nie oszczędzam się.
Kawa z fajurką. Szybkie żarcie. Woda i Wóda. Chory kręgosłup, zaczyna dolegać.
Cisza.
Cisza, przed czymś ważnym .
Ciągle mam takie wrażenie, że wszystkie znaki na niebie i na ziemi, w oczach ludzi i w ich słowach, w marzeniach i przekleństwach mówią, że Cię spotkam.. tak, czuję, że jesteś blisko...
Podobno zawsze byłam, jestem i będę czarownicą.. hehe. Twoje, nieśmieszne żarciki.
Czyto się w ogóle czuje ? Ja pytam was, bo skąd ja mam wiedzieć. Da się wyczuć, że już się powoli kogoś kocha chociaż się go nie zna, w ogóle nie widziało i nawet nie wie kiedy pozna.. Ja tak właśnie czuję. Takie chore uczucie... nigdy tak nie miałam. Przełom ? A może głupia fascynacja samą sobą ? Już nie wiem.. Już nie umiem nazywać uczuć... Nigdy przecież nie umiałam.
Jednak... interesujące.
Ja ta zła, wredna, podła, mściwa, okropna, bez serca dziewczyna, ale czy jestem w stanie się zmienić dla jednej duszy... ? I dla paru szybszych bić ? Żarciki. Nie, jednak nic nie czuje. Znów mnie oszukujesz. Albo ja szukam na siłe, i na zabój substytutów, które powoli znikają w wódzie, na mieście z moimi chłopakami, i moją muzyką, która mnie do niedawna tak szleńczo jarała. Oszalałam już z tęsknoty... za lepszym czarnym światem. Serio. Powoli znika nawet nadzieja w zielonym dymie... Jestem już chyba stara. Mimo, że taka młoda. Ale już za stara, żeby biegać po sklepach szukając Twojego imienia na wieszaczkach jak to pare lat temu. Haha. To było piękne. Ale właśnie było. I już nie będzie. Już nie potrafie kochać, z kimś być, mówić mu prawdę, szanować, być wienym. Okłamuję się. Nigdy nie potrafiłam taka być. I to jest dopiero prawda. Naiwne szczeniackie uczucie... ale szczere mimo wszystko. Teraz tak nie ma. Od paru lat jest książka, chłopaki na murku, wóda z gwinta, kawa i fajurka. Znikła młodość. Znikł entuzjazm. Znikły marzenia . Pojawiły się realia. Tak... to już się stało. Nie jestem dzieckiem. Jestem już starą zgoszkniałą babą biegająca za szkołą, maturą i pracą. Już nie mieszam w tym niebie. Tym cudownym 2008 niebie. Jest dziś, jest teraz, jest 22. Szaro, pusto. Nie ma nas, nie ma nic.
Sama się potrafię dobić najlepiej. Nie ma to jak pogadać ze swoim sumieniem.
Tak lubię tu wracać i tak nie nawidzę tego miejsca.
Nadzieja, może tak nazwę ten dziwny stan.
skomentuj | (1)
| 2010-02-06 | 12:51:43 |

skomentuj | (0)
| 2010-02-05 | 19:10:50 |
Nie ma trudnych dróg.
Są proste drogi...tylko my je komplikujemy.
Nie ważne jaką wybierzesz.
Jeśli znajdziesz w sobie tyle siły, tyle wewnętrznej radości i co najważniejsze tyle rozumu pokonasz każdą drogę, nie ważne czy wybierzesz tą na pozór najłatwiejszą czy tą cholernie trudną. Ja Ci to mówię.. I nie ważne, że matka wmawia Ci codziennie inaczej, że jesteś 0 i nic nie osiągniesz... najważniejsze, że Ty będziesz miał/a w sobie 'siłę co rozwali wszystki mury'.
Zawsze się łatwo poddawałam. Zbyt wygodna byłam by dążyć do czegoś więcej i nigdy mi na niczym nie zależało. Powiał lekki wiatr, domek z kart runą z hukiem a ja zamiotłam po nim kurz i poszłam dalej. Dziś ? Czy żałuję ? Nie wiem...
Wiele rzeczy i spraw tak właśnie potraktowałam.. Ale ja zawsze byłam obojętna, i nigdy nie martwiłam się o to. Biegłam nie zatrzymując się. Nigdy nie obchodziło mnie jutro... i wiesz co ? dalej nie obchodzi.. Ale ja tak umiem.. a jak się dzisiaj przekonałam większość nie... Walczcie... Przemyślajcie każdy nawet najmniejszy ruch.. Wyszystko jest ważne. Nawet ta jutrzejsze piwko może zmienić twoje zycie... Serio. Los mnie trochę doświadczył.. W chwile zmienia się wszystko.
Dziś ?
Dziś za błędy płacę wielką cenę. I nie zanosi się na wielkie zmiany..
Do tego doprowadziło moje poddawanie się. Mimo,tego, że wciąż cierpię za tamten dzień zrobiłabym tak samo.. Zawsze materializm wygrywał... wygra... a ja się poddam znów.. Smutne ale prawdziwe.
Oni ? Patrzą się... i co z tego ? Nic. Żaden z nich nie jest w stanie podejść i zapytać co słychać. Żaden... Ale szkoda, ze ludzie nigdy nie probuja lepiej... wyzej...
Boje sie najbardziej, ze juz nigdy tego nie poczuje... Juz nigdy nie ugna mi sie nogi widzac go... nigdy nie bede czekac caly tydzien na Twoj widok i nigdy nie bedzie nikogo tak podobnego do Ciebie... To uczucie jest takie dzisiaj nie realne i nie dostępne.. Dorosłam. Wydaje mi się, że to co było kiedyś to taka dziecinna zabawa, w której reguły były wymyślone tylko dla mnie a oni byli aktorami tak świetnie grali swoje role.. On może myśleć tak samo.. Ja grałam, ale to nie prawda. Przestałam palić.... Czy kiedyś zrobiłam coś takiego ? Nigdy.. i już nigdy nie zrobię wiem. Kocham palić.. Nie wiem co się wtedy działo.. Piłam sama ze sobą.. też nigdy to się nie zdarzało.. Już nie wiem co mam myśleć. To takie dziecinne... Teraz tego nie ma. Wiem powtarzam się.. Ale dzisiaj tamten świat dla mnie to taki nie real. Myślę, czy wtedy byłam aż tak dziecinna czy poprostu było to czego nie chce nazwać i nie umiem dzisiaj sobie wyobrazić? Już nie wiem. Dzisiaj świat jest inny. O wiele trudniejszy. To co wtedy przychodziło łatwo, dzisiaj już w ogóle nie przychodzi. NIe ma tamtych ludzi, tamtych twarzy, tamtych miejsc... nawet te piękne dziadkowe pola nie wydają się takie romantyczne jak kiedyś, mimo, że sentyment pozostał.
Boże pozwól mi być jeszcze chociaż raz tym dzieckiem co wtedy z nim, tych nocy... Cierpię.
`Ale to już było... i nie wróci więcej...`
Tyle czasu trzeba bylo nazrozumienie kilku slow.. kilku gestow i ksiezyca...
Nie ma cie...
.
skomentuj | (0)
| 2010-02-01 | 21:55:14 |
znajdź...
Jak dzieci. A myślałam, że gimnazjum już dawno skończyłam. Tak chyba tylko myślałam... Ciekawe, czy napewno tam jest diametralnie inaczej... Żal cokolwiek mówić. Złudne nadzieje lepszego świata... A niech patrzą. Huj z nimi.
Zła jestem a jeszcze bardziej chce mi się spać... Dobranoc .
skomentuj | (0)
| 2010-01-31 | 14:36:43 |
Piszę.
Nie, nie dla was, dla siebie.
Wczorajszo-dzisiejsza noc ? taka dziwna... W ogóle nie tańczyłam. Ale nie była najgorsza... były o wiele okrutniejsze. Więc ta miniona była w miarę. Zimno też nie było... w sumie to było ciepło.. Może przez ten ruski szampan.. Boże. Co ja w ogóle pierdole... nawalam jakieś brednie o pogodzie, żeby nie myśleć o tym... Właśnie 'o tym', nawet nie potrafię nazwać tego kimś... Moja koleżanka jest w ciąży. Siedziałyśmy razem w podstawówce. Strara przyjaźń nie rdzewieje.. heh. Wczoraj byłam z nią na dyskotece.. Nie wiem dlaczego pozwoliłam jej palić fajkę za fajką... nie wiem dlaczego pozwoliłam jej pić, i sama lałam kolejne kieliszki tego cholernego szampana... Chyba dlatego, że każdy użalał się nad jej losem a ja nie. Próbowałam być nomralna. Albo może w ogóle nie doszło to do mnie, że będzie miała za pare miesięcy dziecko.. I nie zdając sobie z tego sprawy zachowywałam się normalnie.. Kurwa nie wiem. Obiecała mi, że to ostatni raz... Nie wierze jej. pewnie teraz siedzi i pali. Napewno... Może gdyby ona nie zachowywała się normalnie, tylko była dogłębnie załamana i jabyłabym inna? Nie wiem. Mówiąć mi wczoraj o tym, że jest jednak w ciąży była normalna... z śmiechem mi to powiedziała a za chwilę dodała, że jak najszybciej musi wywalić to ze swojego brzucha... O_o Nie ukrywam, jestem za aborcją, ale jej postawa to mnie dziwi niesamowicie.. Siedziałyśmy razem w ławce.. zawsze taka najcichsza, najbardziej szara, niewidoczna.. A jako 1 i jak narazie jedyna z naszej starej klasy wpadła. [...]
Pare lat temu, jeszcze w gimnazujm, rozmawiałyśmy... ganiła mnie za to, że jestem na samym dnie... Byłam, nie przeczę... II gimnazjum, a ja byłam uzależniona... od palenia zieleni innych używek, picia z policją na głowie, włucząć się po komisariatach, z roztrzęsionymi rodzicami, po całonocnych dyskotekach - burdelach... wtedy nie patrząć na nic chlało się spirytus z gwinta pod mostem, nie zapijąjąc niczym... było zdrownie... Tak, przyznaje się.. Byłam na samym dnie. Ale dziś ? Ktoś widząc tą damulkę w czarnym płaszczu do ziemi, z torebką w zgiętym łokciu, tup, tup, tup.. z kamienno - pokerową twarzą zadufanej w sobie damy, kto pomyślałby, że to ja biegałam w dresach i rozwalałam swoją młodość, śpiąc nie raz na szatniach, pozostawionych sklepach, dworcach... NIKT. Ale taka byłam... wiele osób pamięta.. Wtedy ona mówiła, mi że jestem na samym dnie... ale już wróciłam.. żyję na poziomie... Nie przytulam się do każdego spotkanego chłopaka, po piwku... Dzisiaj nikt nie może mieć ze mnie więcej na ile sama mu pozwolę.. Nikt całkowicie nie miał... i może przez jeszcze długi czas mieć nie będzie.. To chyba najbardziej szczera notka jaką tu pisałam... Ciężkie słowa ale prawdziwe...
Obiecałam, że jej pomogę.. Czy usunie to maleństwo.. czy podoła urodzeniu go.. Nie chce mieć wpływu na tą decyzję... Powiedziałam jej wczoraj, że to ma być tylko jej decyzja... tak bardzo ważna decyzja... Pyta mnie co ma zrobić... Ja mogę powiedzieć jej co zrobiłabym ja, ale decyzję i konsekwencje poniesie ona...
zabije...
skomentuj | (0)
| 2010-01-29 | 20:15:44 |
skomentuj | (0)
| 2010-01-27 | 14:21:01 |
Jestem w totalnej rozsypce...
Wczoraj moje ostatnie nadzieje związane z ludźmi w moim otoczeniu zakończyły się totalną klęską. Znasz ludzi tyle czasu. Tyle razy galiście, piliście razem i jak się pewnej zimnowej nocy w barze okazuje huj ich znasz. Kolejny raz. Jeszcze tak nie dawno cierpiałam z powodu przyjaciółki, która po latach znajomość pokazała mi jak bardzo się różnimy, teraz zajebiści znajomi, przez alkohol powiedzili mi co na nasz temat sądzą.
M.
Miałam Cię zawsze w przeświadczeniu miłego, kulturalnego chłopaka. Dopuszczaliśmy pewne dygresje ale w stopniu średnim i zawsze przez %. Ale wczoraj... Zawiodłeś. Koniec naszej owocnej znajomości. Wszyscy... to wszyscy... ale nie Ty... :/
K. R. D.
Nic to między nami nie zmieniło. Mimo, że byłam cholernie wściekła na was. Głupio mi tak się zachowałam... Ale nie ważne naprawimy to . ;)
A tak po za tym... To nie ma już nic. Mało trzymało mnie przy szczęściu. Teraz nie trzyma już nic. W najbliższym czasie muszę być bardzo silna.
0 nadzieji.
0 perspektyw.
0 wiary.
Przyszłość klaruje się pięknie.
Kolejna porażka.
Mówią, że po którymś ciosie się już nie wstanie... Może nadszedł czas... ;(
skomentuj | (0)
| 2010-01-26 | 19:34:33 |
Chcęć szybkiej kasy i zajebistych ferii pękła właśnie jak bańka mydlana...
Czemu ? Kurwa czemu mnie to zawsze spotyka ? Ona jak zwykle... pomysł, już zaplanowane, spełnione, zajebiste ferie, jedzie... A ja ? Jak zwykle tu, jak zwykle w tym samym miejscu... Sama z popierdolonym życiem. Dlaczego... Dlaczego ona ma wszystko i dostaje z dnia na dzień coraz więcej... A ja nie mam nic i wciąż ubywa mi szczęścia i nadzieji... Nie mogę... Jak to jest cholernie nie sprawiedliwe. Zycie kurwa.
Ale boli... Kolejny cios.
skomentuj | (0)
| 2010-01-25 | 18:20:05 |
`...dobrze,że nie wiesz co u mnie bo pękło by Ci serce...`
Dobrze, że nie wiesz w jakim żyje teraz haosie. Jak od tylu miesięcy cierpię. Śmialbyś się, że sama tego chciałam.... A może nie ? Może rozpłakałbyś się, że trzeba było załatwić tą sprawę inaczej. Nie wiem... w sumie Cię nawet nie znałam. Dzisiaj już całkowicie nie znam. Życie daje nam tyle szans ku szczęściu na swojej drodze... Tyle z nich w ogóle nie widzimy, tyle mijamy nie wykorzystanych, a tyle musimy zostawić. Ciężko mi jest tu żyć. Nie wiem czy Ty masz łatwiej. Czy w ogóle ktoś ma łatwo. Zastanawiam się jakby teraz wyglądało moje życie gdyby wyciąć tamten rok, czy nie było by mi łatwiej ? Czas wcale nie leczy ran... tylko gasną.
Piszę dużo tutaj. Sporo czasu nie pisałam, bo byłam cholernie zajęta końcem semestru.. No bo czym innym. Siedzę ciągle w domu. Są mrozy -30 stopni. Jeszcze to dodaje mi radości kurwa mać.
Tak nie wiele...
Dobrze, że jeszcze wierzę.
skomentuj | (0)